Kosogłos RPG
Witamy w Panem, państwie powstałym na ruinach Ameryki Północnej. Chcesz poznać jego tajemnice?
Czekamy na Ciebie.

Lia Tempest - Dianna Agron

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Lia Tempest - Dianna Agron

Pisanie  Lia Tempest on Pon Kwi 25, 2011 8:22 pm

Imię i nazwisko: Lia Melisse Tempest
Data urodzenia: 6.08. [17 wiosen]
Pochodzenie: Dystrykty Czwarty i Jedenasty (więcej w historii)
Obecne miejsce zamieszkania: Uniwersytet? To jest akademik.
Kierunek studiów: medycyna

Wygląd: Lia jest drobna, chudziutka i delikatna. Malinowe usta i szaro-błękitne oczy często wydają się jedynym 'akcentem' kolorystycznym na jej twarzy (ewentualnie rumieńce, okazyjnie xD), która zdecydowanie jest trochę zbyt blada. Generalnie sprawia wrażenie jakby miała się rozsypać, rozpuścić przez co ludzie (zarówno panowie, jak i panie - nie mam tu na myśli niczego w stylu pociągu seksualnego albo co xD) czują potrzebę chronienia jej. Jest bardzo dumna ze swoich długich, lekko kręconych włosów w kolorze płynnego złota; często eksperymentuje z fryzurami.

Uff. Jakoś to skróciłam. Bardziej nie umiem. Swoja drogą, uważam, że to dobrze, jak ludzie się rozpisują, ale to moje zdanie O.o


Dianna Agron

Historia: Historia panny Tempest podobnie jak wiele, wiele innych rozpoczyna się narodzinami. Tak więc szóstego sierpnia, siedemnaście lat temu, na świat przyszła mała Lia - imię otrzymała po prababce - oraz bliźniaczy brat Dustan. Oboje urodzili się w Czwartym Dystrykcie. Ich rodzice, Elyse i Alaric nie byli ani biedni, ani bogaci, ot zwyczajni przedstawiciele klasy średniej. Losy ich miłości były burzliwe, ale koniec końców udało się, pobrali się i wkrótce po tym pojawiła się Lia i Dustan. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że małżeństwo z Alarikiem było zupełnie nie w smak rodzicom Elyse. W chwili, kiedy stała się panią Tempest 'przestała być ich córką', dziadkowie bliźniaków postawili sprawę jasno. Elyse bolało to i to bardzo, i choć pokochała morze i Dystrykt Czwarty, brakowało jej zieleni, pól i sadów Jedenastki. Mimo wszystko młoda mama promieniała, zamiast myśleć o smutku i przykrości jaką sprawili jej rodzice, skupiła się na swojej nowe roli, wytrwale przekazując swoim dzieciom ważne dla siebie wartości, czytała im bajki, bawiła się z nimi... Och, po prostu ich kochała. Jej życie, podobnie jak życie Alarica, nie należało do najprostszych, ale nie żałowała swojej decyzji. Sielanka skończyła się w dniu, gdy dla wszystkich stało się jasne, iż Elyse jest nieuleczalnie chora i nie ma dla niej ratunku. Pozostało im czekanie, a pięcioletnia Lia nie do końca pojmowała powagę sytuacji. Mama przestała się uśmiechać. Mama leżała w łóżku. Tata płakał. Dlaczego? Ten świat był dziwny, inny - rządził się surowymi zasadami w przeciwieństwie do bajek czytanych na dobranoc. Pewnego dnia, może jakieś dwa miesiące później, przyjechali dziadkowie, dziewczynka nie znała ich, nie wiedziała co to za ludzie, ani kim powinni dla niej być. Orzekli tylko jedno - weźmiemy ją, wychowamy ją według naszych zasad. Alaric nie chciał się na to zgodzić, spierali się długo, ale koniec końców, niemal sześcioletnią Lię wywieziono z Czwórki do zielonej Jedenastki. Od początku dziewczynka czuła się spychana na margines, zdecydowanie zbytnio przypominała znienawidzonego zięcia, tylko oczy były uderzająco podobne do oczu Elyse i może filigranowa budowa ciała. Ponadto Elyse miała młodszą siostrę, która wyszła za wysoko postawionego urzędnika, co rozumie się przez samo się - takie koneksje były pożądane. Ironią losu był fakt, że wspomniana siostra - Lorieth - miała córkę w wieku młodych Tempestów, Antoinette. Dziadkowie uwielbiali porównywać dziewczęta, zawsze na niekorzyść drobniutkiej Lii, a kiedy ta miała rację bądź zwyczajnie robiła coś lepiej - z nieskrywaną niechęcią jej to okazywali. Wychowywali córkę Elyse i Alarica bez 'zbędnych' uczuć jak ciepło czy miłość. Problemy dziewczyny były wyśmiewane, co w dużej mierze przyczyniło się do jej obecnej sytuacji i osobowości. Pociechą dla dziewczynki były jej liczne pasje i zainteresowania. Zamiłowanie do wszelakich książek też wniosło swoje, poza tym Lia co dziennie, dzień w dzień mówiła sobie jedno - "Jutro będzie lepiej. Jutro przyjedzie tata i zabierze mnie stąd". Tak się jednak nie działo. Pozostawiona samej sobie, stworzyła własny świat, a jako, że z natury była optymistką i marzycielką, łatwiej było znieść trudy dnia i liczne upokorzenia. W jakieś cztery lata później, podrosła na tyle, że zaczęła szukać sojuszników, nie tylko jak dotychczas w postaci koleżanek, ale - przecież kto jak kto, ale on mógł mieć wpływ na ojca, pomóc jej stamtąd uciec - Dustana. Odpowiedź jaką dostała od niego, zburzyła jej mały, lepszy świat. Ojciec nie przyjdzie. Nie zabierze mnie do siebie. Prawdę mówiąc, poczuła się jak śmieć, jakby oni wszyscy napluli jej na twarz. Bo gdzie jest jej miejsce? Ojciec i Dustan mieli dom, mieli rodzinę, a ona? Kto jej pozostał? Nikt...
Mimo wszystko utrzymywała kontakt z bratem, lubiła go i kochała, przecież to nie jego wina. Ojca... chyba też kochała, chociaż tego nie była pewna, gdzieś w głębi ducha czuła do niego żal. W końcu miał córkę z drugiego małżeństwa, odbudował swoją rodzinę z innymi kobietami - nie Lią i Elyse, a macochą i przyrodnią siostrą dziewczyny. Czy to nie jest coś, jak nowszy model? To był jeden z jej pierwszych kompleksów. Zaraz po tym nadeszło pytanie - co ze mną nie tak? Babka i kuzynka bezlitośnie komentowały, że jest za niska, za chuda, za blada, mogłaby mieć większe oczy czy biust... ciągle coś było nią źle. I w taki sposób zaczęło się stawanie przed lustrem co wieczór, zmienianie siebie na siłę. Powtarzała sobie uparcie, zmienię się, to może ojciec mnie ze chce. Albo babcia pokocha lub chociaż polubi. Schudnę, dla taty, dla mnie, wcale nie obchodziło ją, że jej waga jest jak najbardziej odpowiednia; po prostu odmówienie jedzenia wydawało się jej najprostsze. Musiała zachowywać pozory, ale już wtedy (miała wtedy niecałe czternaście lat) od dawna interesowała się aktorstwem i ćwiczyła w tej dziedzinie. Bez trudu przyszło udawanie, że wszystko jest w porządku. Jadała tyle co zwykle, a zarazem nie zjadała nic. Uparcie pijała ziółka, które podkradała z babcinej apteki lub parzyła własne dla niepoznaki. W nieco ponad miesiąc później, do jej otoczenia zaczęło docierać, że z córką Alarica dzieje się coś niedobrego; zmarniała, wręcz potykała się o własne nogi, zupełnie zmilkła i przestała się odzywać. Pytana odpowiadała "tak", "nie" albo "nie wiem" całkowicie obojętnym głosem. Dziadków to zaniepokoiło, babcia, stara pani Carstairs, chcąc nie chcąc, musiała dostrzec niepokojące objawy. I tak oto Lia wylądowała w szpitalu, werdykt lekarzy nie budził niczyjego zdziwienia: depresja, wycieńczenie organizmu, dziewczyna popadała w anoreksję, nie chciała jeść ani pić. Zamiast tego, siedziała wyprostowana i gapiła się przed siebie, ignorując wszystkich wokół. Właściwie najbardziej chyba pomógł jej psycholog, no i rodzina z przyjaciółmi. Babcia, dziadek, Antoinette wydawali się kochającą i jakże zmartwioną o Lię rodziną, bez problemu zamydlili oczy znajomym. Cała trójka prowadziła swego rodzaju chorą grę - Lia musi wyzdrowieć, żeby nie przypomniał sobie o niej jej ojciec, co to, to nie. Co jak co, ale ona się z ojcem, bratem zadawać nie może, ci Tempestowie to zła krew, "dowodem" na to jest chociażby Elyse - omotał sobie wokół palca biedną dziewczynę, ta ledwie zmarła, a on co? Już ma kolejną żonę! - tak całą sytuację widzieli Carstairsowie i Antoinette z matką, choć sama ciotka Lorieth nie brała w tym udziału, niemniej trzymała Tempestównę za rękę, szeptała słowa pociechy. To były czasy dobrze rozwiniętej techniki, w dwa miesiące postawili dziewczynę na nogi. Tak przynajmniej się zdawało, ale sama Lia czuła, że wcale nie jest w pełni sił i zdrowia. Zaniepokojone spojrzenie psychologa tylko ja w tym utwierdzało. Ale jeszcze w szpitalu doszły ja słuchy o powstaniu Uniwersytetu Kapitolońskiego, znalazła nowy cel i sens życia, mówiła sobie raz po raz: "Muszę wyzdrowieć. Muszę wyjechać na Uniwersytet". Pozornie wydawała się zupełnie wyleczona, ale to nie do końca była prawda. Znalazła jedynie swoisty lek na swoje przypadłości - nowy cel, nowy sposób myślenia oraz nowe, o wiele mocniejsze pragnienie ponownego spotkania z bratem, o resztę nie dbała, chociaż... tam głęboko, w sercu chciała móc wrócić kiedyś do Jedenastki i powiedzieć, ba! Zaśmiać się dziadkom, Antoinette i reszcie rodziny prosto w twarz - dałam radę, nie dam się wam nigdy więcej.
Właściwie od małego interesowała się medycyną, wszelakimi ziołami, lubiła pomagać i leczyć innych. Z czasem to wszystko wzmocniło się i ukierunkowało, a pod okiem babki poznała nowe rośliny i nowe możliwości zastosowania. Nieraz można było poczuć dziwny zapach jakiegoś wywaru z maleńkiej sypialni, ku irytacji rodziny. Jednak Lia nauczyła się jednego - okazując im, jak bardzo cierpi, tylko ich zachęca do dalszego śmiania się jej prosto w twarz i drwienia z jej pragnień, marzeń. Właściwie nie okazywała im zbyt wielkiego zainteresowania, witała się, życzyła dobrego dnia, żegnała, życzyła dobrej nocy. Kontakt z dziadkami, ciotką, wujem, kuzynką został ograniczony do minimum. Zamiast tego, często przebywała poza domem, nie posiadała zbyt wielu przyjaciół, ale własny stworzony na nowo od postaw świat w zupełności jej wystarczał. Sił dodawały rozmowy z Dustanem, do ojca czy przyrodniej siostry nie odezwała się ani razu. Nic poza kartami na święta czy urodziny i bezosobowe życzenia. Nieraz korciło ją by zadzwonić, dowiedzieć się co z tego wyniknie, ale pokonywała to pragnienie. Chciała być silna, chciała by jej brat ją taką widział. Silną, niezależną - kogoś, kogo warto znać. Od dłuższego czasu ciekawiła ja psychologia, ale zawsze było "coś innego do roboty". Tym razem zdołała wygospodarować dość czasu, by zgłębiać jej tajniki. Być może robiła to po to, by móc obronić się przed nawrotem choroby? Pilnowała by Dustan nie dowiedział się, że owe przeziębienie i grypa wcale przeziębieniem i grypą nie były, zwyczajnie nie chciała go martwić, no i... uważała to za słabość, po prostu. Dlatego milczała, choć czuła bolesne ukucie strachu, gdzieś w okolicach serca, kiedy czuła, że nie jest w stanie nic zjeść, bo gdy jadła dopadały ją nudności. Zdarzało się, że przez kilka dni leciała na tabletkach oraz sokach, najbardziej kalorycznych jakie znalazła, próbując różnych specyfików własnej roboty, aby pomóc samej sobie. Na szczęście więcej razy nie wylądowała w szpitalu, ale wspomniana przypadłość odcisnęła na niej swoje piętno. Jako piętnastolatka unikała luster, nie lubiąc swojego ciała i swojej chudości do której doprowadziła. Bogu dzięki z czasem udało jej się nabrać trochę ciałka i przytyć, dzięki czemu na policzki wróciły lekkie kolory, sylwetka nabrała lekkich krągłości. Prezent od losu. Staje powtarzała sobie, że będzie lepiej, "Odwagi, Lia!", przekonywała samą siebie. Gdy nadeszły długo wyczekiwane szesnaste urodziny, panna Tempest doskonale wiedziała co chce wziąć ze sobą ze swojego niewielkiego dobytku, ba. Była już spakowana, gotowa opuścić pełen niechęci dom. Spakowała wiele ziół, które cierpliwie suszyła tygodniami, przygotowała spory zapas lekarstw domowej roboty, choć oczywiście tabletki przypisane przez psychologa, które miały pomóc zachować jej dobry nastrój i tym samym zapobiegać depresji, także się znalazły w przepastnej, brązowej torbie. Nieodłączny stał się aparat fotograficzny, na który samodzielnie uzbierała pieniądze i wiele innych rzeczy. Nikt jej nie odprowadził na dworzec, za to z rana stary pan Carstairs powiedział tylko jedno - i bynajmniej nie było to "Szczęśliwej podróży" ani chociaż "Do widzenia", co to, to nie - "Jeśli teraz wyjdziesz, ten dom przestanie być twoim domem". Wcześniej w oczach Lii stanęłyby łzy, ale tym razem było inaczej. Czuła się pewniej, liczyła, że nie zobaczy tych ludzi już nigdy więcej. "A czy kiedykolwiek byłam tu mile widziana?", odparła i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Łzy zabłysły później, dopiero kiedy nikt nie mógł ich zobaczyć. Czy żałowała tych słów? Wcale. Starając się utrzymać głowę wysoko, dumnie wyprostowaną, planowała niedaleką przyszłość... Wreszcie nadeszła ta chwila, pociąg ruszył, a Lia poszła do łazienki. Z podróżnej torby wyjęła nożyczki i chwyciła pasmo jasnych włosów, które wtedy sięgały za biodra. Spojrzała sobie w oczy i mruknęła: "Za lepsze jutro", po czym ścięła je tak, by nie były dłuższe niż do jej ramion. Na dworcu w Kapitolu rzuciła się w ramiona brata, bliska łez. Od dawna jednak nie były to łzy szczęścia.
W ten sposób - sorry, nie mogłam się powstrzymać, musiałam wcisnąć to w cholerę dramatyzmu, wybaczcie xD - doszliśmy do niemal teraźniejszości. Dziewczynie brakowało zieleni czy kilku znajomych, których wspominała zaskakująco ciepło. Nawiązała przyjaźnie, choć tak naprawdę przed nikim nie była w stanie się otworzyć, nawet przed Dustanem. Swoją przyszłość wiąże z medycyną i leczeniem ludzi, pragnie być jak najlepsza, choć na boku samodzielnie dokształca się z psychologii, doskonale pamiętając, jak bardzo jej to wtedy pomogło. Kto wie, na co się zdecyduje koniec końców? I co szykuje jej los?

Charakter: wbrew przekonaniu, że jakoby blondynka, to od razu głupia i ignorantka, Lia jest dość inteligentna. Może nie jakoś super ponad przeciętnie, ale bez wątpienia jest to bardzo pojętna, przedsiębiorcza i szybko ucząca się młoda kobieta. Właściwie, gdyby została odpowiednio wychowana, byłaby z niej idealna bisness woman, niestety zachowanie dziadków i rodziny ze strony matki względem niej niemal całkowicie ogołociło ją z pewności siebie, przez nich nabawiła się kilku kompleksów, które stały się jej prywatną marą, koszmarem. Na szczęście, panna Tempest to pracowita i wytrwała osóbka, większość jej pasji rozpoczęła się, gdy ta była jeszcze małą dziewczynką i trwa do dzisiaj, co świadczy o stałości upodobań i uczuć. Niektórym cicha, nieco skryta Lia wyda się nudna, ale przecież cicha woda brzegi rwie i to doskonale ją opisuje. Od zawsze zmuszona do tłamszenia własnych emocji, dziewczyna posiada silną wolę i samodyscyplinę. Zwykle gdy coś sobie postanawia, dzielnie i bez względu na wszystko prze do celu. Prawdę mówiąc, przeżyła niezłą metamorfozę, kiedy zawitała do Uniwersytetu Kapitolońskiego. Sporo z tego co robiła, było grą, czego się wstydzi, ale nie jest w stanie się przyznać, mimo że połowa z jej 'przewinień' jest zupełnie błaha; nikt właściwie nie ma pojęcia jak nadwyrężona jest jej psychika, ponieważ lekcje aktorstwa odniosły skutek - Lia wykreowała nową siebie. Już się nie boi - przynajmniej nikt jej o to nie podejrzewa - słów, które są potężną bronią. Pewna siebie, sprawia wrażenie osoby, która nie lubi być w samym sercu wydarzeń, niemniej należy się z nią liczyć i nie daje sobą pomiatać. O tak. Ludzie przywykli do tego, że Lia Tempest to miła i sympatyczna osóbka (i tego akurat nie udawała - o tym więcej później, bo to skomplikowane xD), pierwsza do pomocy, dobra dusza; zdecydowana większość znajomych ją lubi, choć tak naprawdę niewielu dopuściła blisko siebie. Ale... jak przyjdzie co do czego, to dobitnie i jasno wyrazi swoje stanowisko, powytyka bezlitośnie co było nie tak i tym podobne. Był nawet taki incydent, czym zarobiła sobie wroga, ale za to zyskała opinię twardej zawodniczki. Ale czy którykolwiek ze studentów miał pojęcie, że przepłakała pół nocy, bo czuła się z tego powodu podle, bo zrobiła to wbrew sobie, pod publikę? A to wszystko ze strachu, że dojdzie do powtórki z Jedenastego Dystryktu... Z czasem jednak znajdowało się w tym coraz mniej fałszu, co w jakiś sposób działało na nią kojąco.
Lia to osoba, która powinna słyszeć komplementy, pochwały i to bynajmniej nie z powodu, że jest jakaś 'och, ach', a po prostu... ona tego potrzebuje. Potrzebuje bycia docenioną, ciepła, przyjaźni - ona musi czuć, że się jej potrzebuje, że komuś na niej zależy. W pewnym stopniu - pomimo tego, że wielu ludzi ja otacza - jest outsiderką. Ma usposobienie marzycielki i romantyczki, marzy się jej książę na białym koniu, który pokocha ją z jej wszystkimi problemami i wadami, bowiem żadnemu ze swoich partnerów z wcześniejszych związków nie wyznała z czym sie boryka, nie umiała. Częściowo dlatego te związki dość szybko sie sypały, i to zwykle Lia zrywała z tymi chłopakami, a nie na odwrót. Kiedy pytali ją dlaczego tak szybko odpuszcza, kręciła smutno głową, przepraszała ze łzami w oczach po czym zazwyczaj przechodziła lekkie zdołowanie. Tempest bardzo rzadko sie gniewa, bo bardzo trudno ją zdenerwować. Gdy jednak do tego dojdzie, dziewczyna nigdy nie krzyczy, zamiast tego mówi cichym głosem, bez podnoszenia go. Cóż jeszcze można o niej rzec? Kocha piękno przyrody, przyroda jest dla niej jak swoisty, najtańszy z możliwych lek. Właściwie jeszcze nigdy na Uniwersytecie nikt nie widział ani nie słyszał o tym, że jakoby Lia Tempest żaliła się czy płakała przy kimkolwiek, ale to, że ludzie się jej 'spowiadają', nie jest dla nikogo niczym dziwnym. Już nie jest. Nawet ci, którzy znają ją słabo, jakoś tak... czują, że mogą jej powiedzieć, bo ona nie wygada nikomu, nie będzie oceniać. Wysłucha i po prostu spróbuje pomóc, zachowując całkowita dyskrecję. Taka właśnie jest Lia. No i dla każdego jest jasne, że skoro jest twardą zawodniczką - poza tym, kto przy zdrowych zmysłach naraża się komuś, kto wie o nim to i owo? - nie warto mieć w niej wroga, ani wroga w tych, których kocha i na których jej zależy. Podsumowując: to, jaka dla ciebie będzie Lia, zależy od ciebie i tego jak traktujesz innych, bo chamstwo i złośliwości nie przejdą u niej.

Wiem, pokręcony ten charakter, ale trudno mi było to opisać, ona jest pełna sprzeczności.

Zainteresowania i pasje:

Mocne strony:
Ziółka, medycyna, psychologia - zna się na tym, potrafi samodzielnie zaparzyć wszelakie wywary, w jej pokoju są bogate zbiory różnych suszonych roślin, dziewczyna próbuje tworzyć własne receptury i wszystko wskazuje na to, że ma do tego smykałkę. Zresztą, to jedna z jej największych pasji, pragnie zostać lekarzem i leczyć ludzi. Marzy o tym by odnaleźć lek na chorobę, która zabrała jej matkę... i na swój sposób spieprzyła jej dzieciństwo, kładąc długi cień na jej życie.
Aktorstwo, sztuka - kto by podejrzewał? Cieszy się sporym talentem aktorskim, ponadto wiele lat należała do wszelakich organizacji, kółek i tak dalej, gdzie ćwiczyła. Dzięki temu jej problemy wciąż są tylko i wyłącznie jej ciemną tajemnicą, której nikt nie pozna... przynajmniej taką ma nadzieję, a zarazem rozpaczliwie chce aby ktoś jej pomógł... No, w każdym razie aktorstwo. Bardzo lubi oglądać obrazy, rzeźby, generalnie: dzieła sztuki, sprawia jej przyjemność dopatrywanie się sensu i przekazu jaki niesie dane dzieło. Sama niezbyt sobie radzi w tej kwestii, ewentualnie szkice ołówkiem, ale jeśli już, to tylko rośliny, które opisuje w swoim albumie. Bo tak poza tym, to jest beznadziejna w malowaniu, rzeźbieniu, ryciu rylcem i tak dalej.
Gimnastyka. Niegdyś bardzo tu lubiła, obecnie nieco mniej, studia ją pochłaniają, ale kiedy nie ma zbytniej widowni, chętnie się powygina, potrafi wykonać sporo różnych akrobacji; jest dość zwinna i wspinaczka łatwo jej przychodzi.
Robi też amatorsko zdjęcia, co sprawia jej wiele przyjemności i radości. Fotki cyka kiedy tylko może, w jej pokoju znajdziesz wiele zdjęć bliskich, a także natury i zabytkowych miejsc, nie zawsze oprawione w ramki...

Słabe strony:

Pływanie. Tylko tyle, ile poduczył ją ojciec, kiedy była malutka, przez co nawet pływanie żabką idzie jej żałośnie; strasznie szybko się męczy. Dustan nieco ja podszkolił, ale wciąż idzie baaardzo kiepsko.
Matematyka i tak dalej - podstawowe rzeczy okej, ale cała reszta - 'DUSTAN, POMOCY!'. W ogóle kiepska w kwestii przedmiotów ścisłych, taka prawda. Nie jest też zbyt dobra w walce, nie lubi uderzać, przemoc ją odrzuca. Ponadto: arachnofobia, lekka klaustrofobia i kompleks niższości.


Ciekawostki:
* chora z dzieciństwa wciąż daje o sobie znać - wciąż zdarzają się dni, kiedy dziewczyna nie jest w stanie nic zjeść; generalnie nie jest fanką jedzenia
* lubi gotować, potrafi upichcić niejedną potrawę
* od ponad dziewięciu lat ćwiczy aktorstwo
* chciałaby otworzyć własną klinikę, a także tworzyć nowe - rzecz jasna skuteczne - receptury na wszelakie dolegliwości, także te, które póki co uważa się za nieuleczalne; niewiele osób o tym wie, bo to jedno z jej najskrytszych marzeń
* jest obu ręczna, choć lepiej piszę się jej lewą; dziadkowie jednak kazali pisać jej prawdą stąd oburęczność
* w jej pokoiku w akademiku znajdziesz sporo książek, lecz ze względu na oszczędność nie zawsze je kupuje, a zamiast tego ściąga e-booki, a-booki na laptopa ^^

Kapitol
avatar
Lia Tempest
Mod

Liczba postów : 7
Join date : 14/03/2011

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach